Cytat dnia

She should have stood out in the crowd
She should have made her mother proud
She should have fallen on her stance
She should have had another chance

(x2)
She should have - been a son
She should have - been a son
She should have - been a son
She should have - been a son
Nirvana [Incesticide] - Been a Son

niedziela, 31 grudnia 2006

ostatnio udało mi się namówić kolegę na "migrację" na Ubuntu, z KOCHAM M$ WINDOWS, oczywiście - punkcik dla mnie. czemu o tym piszę? żeby móc łatwo nawiązać do tego, co napisać tak naprawdę chcę.
rozochocony postanowiłem namówić i drugiego kolegę, który poradziłby sobie bez największych problemów z tym OSem, ten jednak powiedział mi, że instalował kilka distro i żadne nie było w stanie poradzić sobie z jego monitorem LCD, moja odpowiedź to było oczywiście, że poszukałby po forach i znalazłby rozwiązanie, ten stwierdził, że "jak instaluje system, to ma wszystko działać" i że "nie chce mu się szukać". moje zdziwienie było wielkie - wszak po instalacji windowsa też trzeba sprzęt przystosować - instalacja sterów do karty dźwiękowej, graficznej, do modemów, sieciówek i reszty sprzętu - tyle, że to jest już wyuczone, może dlatego taka opinia.
moja następna myśl - przecież żeby dobrze korzystać z jakiegokolwiek systemu operacyjnego, trzeba go poznać, może Windows w mniejszym stopniu niż Linuksa, tego trzeba naprawdę dobrze poznać, ale zawsze w jakimś.
co do Ubuntu - nie miałem żadnych problemów, wszystko działało od początku, no... może oprócz kombajnu Lexmarka, ale ten nie wspiera w ogóle Linuksa - oprócz tego WSZYSTKO, żadnych sterów nie instalowałem, a kombajn HP działa, działa sieć, ogólnie zero problemów - dopiero później zacząłem a nim "grzebać", ale to była moja osobista decyzja - ci, którzy nie chcą, mogą bardzo łatwo działać na nim bez żadnych problemów nie grzebiąc w plikach, chyba, że coś się posypie, ale to jest coraz rzadsze.
takich kilka słów wyjaśnienia. :)
Jestem tylko pyłem
zagubionym w powietrzu
przecież nigdy nie żyłem
od zawsze jedynie częścią bezkresu.
Błądzę, bo nie zadaję pytam
nie zadaję pytań, bo błądzę
Samotny z natury
Sprzedany za małe pieniądze.
Jestem tylko pyłem
podążam ku końcowi
doświadczeniami przepełniony
uciekam ku końcowi.
Zależny od powietrza
nienawidzę jego podmuchu
lecę, lecz nie żyję
by sam nie być, by drogę odnaleźć.

poniedziałek, 25 grudnia 2006

magia Ubuntu :)

ostatnimi czasy nie napisałem ani jednego wiersza, nie mam po prostu czasu - postanowiłem ostatnio, że muszę dać sobie odrobinę dobrej rozrywki no i... zainstalowałem w końcu i w pełni skonfigurowałem Ubuntu (najpierw Dapper Drake, teraz Edgy Eft).
skończyło się na tym, że grzebię w how-to i faq bardzo ostatnio i nie mam na nic czasu - przecież nie dość, że nowy system, to jeszcze do tego nowe, nieznane mi środowisko graficzne (zawsze korzystałem z KDE, a na Ubuntu używam GNOME'a). przez ostatnie dwie godziny szukałem odpowiedniego dla mnie mp3 playera. chyba w końcu coś znalazłem, ale niczego nie jestem pewien.
dużo zabawy, święta i w sumie nastrój bardzo mi się poprawił, nie powiem... chciałem z miejsca podziękować wszystkim, którzy mi pomogli: Mrówkowi, Jaśkowi, Pawłowi i... Sylwii :)
mogę powiedzieć, że... wróciłem i to z czystym sercem
pozdrawiam wszystkich
enjoy :)

sobota, 23 grudnia 2006

Siedzę
samotnie
wpatruję się w ścianę
Siedzę
a usta
wraz ze słowami
z głośnika
się ruszają
"I have lost the will to live"
Siedzę
bezsilny
bo nic nie mogę dać
więcej
Siedzę
bezsilny
bo nie mam mocy
sprawczej.
I nie mam zbawiciela
I jestem sam
I patrzę się
w ścianę
I nie chcę żyć
i nienawidzę
siebie
I boję się żyć
bo boję się ludzi
ich czynów
I siedzę
I słucham
I ruszam ustami
"I need the end to set me free"
I jestem sam
I umrzeć chcę
złamane serce
połamane kości
I siedzę
strachliwy
bo nie został mi
nikt
i powoli odchodzę
i umieram
i nie ma już mnie
w jeziorze własnej krwi
nadziei i wspomnień
bólu i cierpienia
nienawiści i miłości
zanurzam się.
Człowiek ciąży
ciąży jak kamień
Rodzina wprowadza
niepotrzebny zamęt
Przyjaciele nie rozumieją
gdy coś chcesz powiedzieć
bełkot jedynie słyszą
niczego się nie chcą dowiedzieć
Najlepszy przyjaciel człowieka
by zrozumieć zbyt głupi
ale radością promienieje
co macha, to coś zrzuci.
Gdy krzyczeć chcesz
wszyscy Cię słuchają
Gdy krzyczysz
uwagi na dźwięki nie zwracają
kołują i obłęd
w umysł wprowadzają
ci, co pomagać by chcieli
a nie pomagają.


stałem się taki nieczuły
nie jestem już sobą
jak pies zaszczuty
ludzie przeszkodą.
nie chcę być sam
lecz nie chcę być z kimś
zamknięty wśród czterech ścian
w ręku z tym czymś.
Nie widzę Was
Nie czuję Was
Nie pragnę Was
Nie zmienię Was.
nie będziecie widzieć więcej
niż widzicie
bo dla mnie życie przekleństwem
a dla Was wszystkim.
ja od Was biec chcę
bo nie jestem już sobą
bo zawód serca ostrogą
a od Was nie dostanę już nic więcej
i nic więcej Wam nie dam.
Znikąd pomocy
i znikąd nadziei
samotny wśród kniei
lecz w przyjacielskim tłumie
każdy ma swoje sprawy
i nikt nic nie rozumie
każdy ma swoje sprawy
pomóc wrócić nie chce i nie umie.

czwartek, 21 grudnia 2006

poprosiłem raz kolegę, żeby ocenił mój wiersz przed wstawieniem na bloga i żeby mi wytknął błędy, na co ten "przerobił" cały wiersz. dlatego w cudzysłowie, że tak naprawdę napisał coś zupełnie nowego.
oto co powstało:

Wyruszają,
w grupie, lecz samotni.
Wyruszają w drogę
jednym tempem, równym krokiem.

Noga goni nogę,
oni nadal równym krokiem.
Widać sztandar,
ognie pochodni.
Honoru nie ujmuje,
interes tu przewodni.

A to całe życie po to,
by dom swój opuścić?
Całe życie zmarnowane?
żeby świata bronić?

W nicości, cieniach,
tylko się zapuścić.
Coś w ramionach ciągle
ciąży.

No i po co?
nikt nie drąży.
Rozgłos pieśni,
Mazurek Dąbrowski.

Maszerują zgodnie,
stopy stawiają podobnie.
Ramie przy ramieniu,
z wielkiej chęci do
wolności.

Spocząć w cieniu,
lipy czy kasztanu
W wiecznym ogrodzie,
tam gdzie brama grodzi.

Stało się,
nikt tego nie cofnie.
Bez konieczności,
swój dom opuścił,
nikomu nieznany,
samotny żołnierz.

W swych przebłyskach,
świadomości posiąść
potrafili.
Jak się skończy?
Łatwo przepowiedzieć.

W strachu pogrążeni,
gdzie z poranku,
śmierć ich dzieli.
Karabiny,
działa, bronie
wszelkie.
Strach przed losem,
ku nicości.
Przeznaczenie!

Jak w strachu przed
karą, przed nagłym końcem.
w słoneczne popołudnie,
życie zwieńczy marny koniec.

To koniec wojny,
konający żołnierz.
Skończyły się mordy,
zakończyły się
pochody.

Poranki pełne
niepewności,
przeminęły
bezpowrotnie.
Nie mają już synów,
matek i córek.

Ktoś może wspomni?
chociaż wątpię.
Coś pozostanie?
Może duchy,
prochy,
jakieś działa,
zamazane cienie.

Taki loś żołnierski.
W mroku pogrążeni,
wśród wybuchów,
w żołnierskim piekle.
Swe oczyszczenie...
nieczysta dusza,
na nowo,
przeżywać będzie.

autorem jest Mrówek, link do jego bloga w menu "linki".

środa, 20 grudnia 2006

ten wiersz napisałem, można by powiedzieć dawno temu, bo jakieś 2 tygodnie i niestety już nie czuję się tak, jak wtedy, kiedy go pisałem, wszystko to zniknęło...
to ostatni z tworów, które nadal pałętały mi się po kieszeniach, a których nie miałem odwagi przepisać (no... może jeden jeszcze został).
enjoy :)


Bo nawet po najsroższej zimie następuje wiosna
Okres, w którym wszystko rozkwita, się odradza
Czas, który promienie słoneczne ta pięknie załamuje
A tych wytrwałych w niebywały sposób nagradza.
Bo wiosna jest pełna nadziei i wiary
Nieważne czyś jest starzy czy młody
Czyś jest wykończony przez zimowe mrozy i chłody.
I wielce radośnie biją, nieśmiertelne przecież, zegary
Wszystko zaczyna się od nowa i pełen szczęścia
Żyjesz jakby od nowa, bo znów bez napięcia
I słońce przyświeca Ci coraz częściej z góry
Ciepły wiatr rozpędza te gradowe chmury
I zaprasza do życia Cię, po raz już któryś
Bo straciłeś nadzieje wszelkie, dawną zimową porą
Ale na wiosnę z problemami nie ciężko się uporać
Wśród różnobarwnych motyli i pięknie śpiewających ptaków
Znów czujesz, jakbyś miał życie z samiuteńkich atłasów
I powraca ta wspaniała, przekorna, chęć do życia
Którą utraciłeś pod dawnych czasów ukryciem
Więc niech promienny, pełen nadziei, uśmiech trwa na Twej twarzy
I topiony w szczęściu i wierze w lepsze jutro, ruszaj, póki słońce w zenicie!
uzależniony
przyjemnie mi
roztargniony
pomagasz mi
póki tu jesteś
czuję się dobrze
póki z powietrzem
wdycham Cię dobrze.
tylko nie odchodź
nie sprawiaj cierpienia
które przeszyje
jak samotność nocy czarnej.


gdzie doskonałość spotyka się z niedoskonałością
gdzie miłość z nienawiścią
tam, gdzie dobro graniczy z podłością
a dobroduszność z zawiścią.
w miejscu, w którym rasizm z tolerancją graniczy
a chęć z niechęcią
gdzie kurczak się chowa w przyłbicy
mądrość dana młodzieńcom.
nieśmiałość ze śmiałością
obrona z koniecznością
a wolna wola z powinnością.
stąd idziemy
tam zdążamy
my, wszyscy
zagubieni.
Lecę
wysoko
nad ziemią
się unoszę.
Latam
bo lekki
od urodzenia
jestem.
Patrzę
na ludzi
na ziemi
tak nisko.
Obserwuję ich
cierpienia
ich zmartwienia
też widzę.
Czasem się
bawię
kataklizm
tornado.
A ludzie biegają
krzyczą
uciekają ze strachem
bo się boją
gniewu bożego.
Strach ich przeszywa
uśmiech na ustach
mych
Szczerzę zęby
ucieszony
o, tu będzie kwiatek
niech krzyczą
i biegają
ku uciesze
mojej.
Tam gdzieś szczęśliwa rodzina
Tam gdzieś szczęśliwa miłość
Tam gdzieś szczęśliwy przypadek
Tam gdzieś szczęśliwe zdarzenie.
Tu strach, zmartwienia i cierpienie
Tu frustracja, zaniedbania, zanieczyszczenia
Tu zło, występek i śmierć
Tu JA, moja władza i grzech.


myślę, że teraz bardzo jasno określiłem swoje stanowisko w tej sprawie :)

wtorek, 19 grudnia 2006

Apel

zwracam się do was z pewną prośbą: abyście zaczęli komentować moje notki :) staram się pisać jak najlepiej, często poprawiam wiersze jak i inne teksty, ale bez Waszej pomocy nigdy nie będzie tak dobrze, jakby być mogło - ciężko dostrzega się swoje błędy.
mam nadzieję, że zostanę wysłuchany/posłuchany.
pozdrawiam,
flusher.
tak sobie ostatnio pomyślałem, że ludzie są naprawdę niesprawiedliwi. nawiązując do mojej przedostatniej noty: ten, kto powie, że niektóre rzeczy dzieją się z powodu wzajemnego, mimowolnego oddziaływania na siebie ludzi, na przyrodę etc. i tak naprawdę nic z tego nie wynika, na pewno zostanie bardziej doceniony, niż ktoś, kto powie, że niektóre rzeczy po prostu się zdarzają, chociaż oboje powiedzą to samo.
taka mała dygresja :)
Znienawidź mnie!
tak, jak potrafiłaś
Zabij mnie!
jeszcze raz

Krzycz na mnie
i zaraz obróć się tyłem
Strzel mi w plecy
i napluj na moje zwłoki
Ogłusz mnie
i odwróć się i odejdź

Chociaż boję się
jednak nie jestem jeszcze martwy
Zabij mnie
nie próbuj się wahać
Strzel mi w plecy
a potem się odwróć
i zostaw mnie, krwawiącego
samotnym.

Co za różnica, kto do mnie strzela
ważny jest ten ból
który czuję gdzieś z tyłu.
Umieram w cierpieniu
i widzę płomienie
i Twoje plecy
i boję się...

Znienawidź mnie!
tak, jak potrafiłaś
Zabij mnie!
jeszcze raz

Zabij mnie
bo jeszcze nie jestem martwy
Dobij mnie
bo jeszcze nie umarłem
Leżę krwawiąc
i widzę Ciebie
stojącą w płomieniach
Oddaj ten jeden, ostatni strzał
ostatni zamach łopatą
Zabij
bo tylko to potrafisz robić dobrze.

Znienawidź mnie!
tak, jak potrafiłaś
Zabij mnie!
jeszcze raz

niedziela, 17 grudnia 2006

mój kolega napisał ostatnio w swojej nocie na blogu takie oto zdanie "dlaczego życie jest takie brutalne?". zdziwiło mnie trochę, że w ogóle nie rozwinął tego zagadnienia, a przecież jest o czym pisać...
jak już tam w komentarzu napisałem: Douglas Adams w książce pt. "W zasadzie niegroźna", która jest uwieńczeniem jego trylogii w pięciu częściach napisał:
Wszystko, co się wydarza, wydarza się.
jest to zdanie tylko z pozoru głupie i w zupełności nieoddające "powagi" sytuacji. na pewno zastanawiacie się "czyli wg tego człowieka odpowiedzią na to, dlaczego umierają ludzie, czemu dziewczyny odchodzą [co zostało udowodnione przez naukowców, że kobiety mają to do siebie, że zawsze odchodzą, a jest to problem, niestety, nie do rozwiązania], dlaczego dostałem jedynkę itd. odpowiedzią jest proste: bo tak!".
niby nic, a jednak. w "Rozmowach kontrolowanych" padło stwierdzenie "Czy do stanu wojennego musiało dojść? Odpowiedź brzmi: widocznie musiało, skoro doszło". czy zadowoli taka odpowiedź górników, robotników, opozycjonistów, którzy zginęli, mieli ciężkie życie? rzecz prosta i jasna, że nie, ale czy to znaczy, że jest pozbawiona sensu?
wszystko, co się wydarza po prostu musi się wydarzyć, jest skutkiem jakiegoś innego wydarzenia (Dogulas pisze także, że "Wszytko, co wydarzając się, powoduje wydarzenie się czegoś innego, powoduje wydarzenie się czegoś innego") i to zawsze! ludzie często nie zwracają uwagi na to, jak inni ludzie wpływają na ich życie, sami o tym nie wiedząc, np. taka sytuacja, że ktoś przez to, że nie dostał biletów na koncert, bo człowiek przede nim wykupił ostatni nie pójdzie tam i np. nie będzie miał przez to pierwszego kontaktu z narkotykami, nie zostanie pobity, etc., a ten, kto te bilety dostał zrujnuje sobie życie. wszystko, co się wydarza po prostu się wydarza i chociaż my, ludzie wpływamy na to w pewien sposób, to przecież nie można powiedzieć, że życie jest okrutne, bo to ludzie w większości (dziadek umarł, bo przez 10 palił papierosy), nie można zrzucać winy za wszystkie problemy na barki wyimaginowanego "życia", które jest wrogiem wszystkich ludzi: od mediów po dzieci umierające z głodu w RPA. człowiek zgotował sobie taki los, a nie "życie", które tak chętnie byśmy osądzili. łatwo jest powiedzieć, że "los" chciał, ale niestety, człowiek sprawia, że to, co się wydarza, się wydarza i nic tego nie zmieni :)
po prostu wszystko dzieje się "bo tak!", "bo tak! zrobił dany człowiek i tak to wpływa na nasze życie", a nie życie rzuca nam kłody pod nogi.
upisałem się, życzę miłego czytania.

P.S.
z "W zasadzie niegroźna"

Wszystko, co wydarzając się powoduje ponowne wydarzenie się samego siebie, wydarza się ponownie
oraz

Nie zawsze jednak odbywa się to w kolejności chronologicznej.



sobota, 16 grudnia 2006

Powiedziałeś
oczy wychodzą z orbit
Słowa wypowiedziałeś
oczy na orbity swe wracają
Zdania, które przed chwilą wyszczekałeś
miriady rzeczy zmieniają
mimo, że mrugasz wciąż
oczy spuszczone Twe
zapuściłeś myśli w ten gąszcz
i brniesz, byle do przodu
gdy wokół Ciebie krąg
a Ty w centrum tkwisz
i dobrze Ci tu
Chociaż w uszach gwizd
ból sprawiasz sumieniu
potok słów z ust wydobywa się
nadal
I chociaż niewiadoma siła ręce Twe trzęsie
Ty trwasz
i póki nie słychać z tłumu
zawodu głosów
póki w czaszce resztek rozumu
poszukiwać próżno
Ty mówisz dużo
a ludzie się gapią
Ty prawisz głupio
a oni Cię uwielbiają
aż do pierwszego promyka
słońca
Słychać głosy
ja umierać nie chcę
Widać kosy
ja krzyczę, ja wrzeszczę
I wiję, i wiercę siebie z rozpaczy
bo boli, bo rani, bo tak wiele znaczy
bo niszczy, bo kąsa, bo spala, bo rośnie
bo parzy, bo gasi te życia pochodnie
Stąd odejść, stąd uciec
i pochować znaczenia
lecz kosy błyskają
i brak już nasienia.

wiem, że zapewne ostatni wers rozśmieszy paru, albo nawet więcej, erotomanów, ale nie moja to wina ;)



Wcale nie musimy
bo początek zimy
Wcale nie możemy
chyba, że chcemy
Wcale nie bierzemy
tego, co zjemy
I mówimy to
co powiedzieć pragniemy
Ale sens gubimy
Wątek na drodze
zostawiamy
bo my, ludzie
mimo, że jęzorem kłapiemy
jesteśmy przegrani.
jakoś ostatnio nie miałem czasu napisać nic nowego, a może nawet nie tyle czasu, a chęci, bo dużo więcej czasu poświęciłem rozrywce - przede wszystkim graniu i czytaniu książek. można powiedzieć, że próbowałem oderwać się trochę od rzeczywistości, był to jakiś rodzaj ucieczki, no i w sumie się udało.
wczoraj (chociaż... dzisiaj raczej to już było) wziąłem się w garść i postanowiłem napisać coś i wyszło z tego więcej, niż wyjść miało.
enjoy :)



ten wiersz powstał pod wpływem piosenki Green Day'a "Don't Wanna Fall In Love".

Nie chciałem się zakochać
jakież to było proste
codziennie wczesnym rankiem
śluby składałem wzniosłe
robiłem z siebie potwora
co nigdy nie pokocha
bo się potwór bał nieszczęścia
po którym nadal szlocha.
Nie chciałem się zakochać
wciąż powtarzam te słowa
ale czasem i najlepsze chęci
czas do lamusa chowa.
Znikają postanowienia
niszczeją założenia
I pewnego dnia się przekonasz
to są już tylko wspomnienia
wszystko znikło i uciekło
jak wietrzyk wczorajszy
nie chciałem się zakochać
lecz dziś jestem starszy
I nawiązując do wspomnień
tych najnowszych, niedawnych
Gdy wspominam ten ból
i smutek odtrącenia
Nie chcę się zakochać
choć w tym sens istnienia.


mógłbym powiedzieć, że burza ucichła, powoli, z wielkiego tornada przeszła w mżawkę jedynie, ale tylko z pozoru...



Burza... burza? Prawdziwy sztorm
Odchodzę stąd, za burtę, gdziekolwiek, wgłąb
Uciekam, ukrywam, siebie i swoje wnętrze
Wspomnienia, jak rzeka, i to świeże powietrze
Pioruny, te z nieba, jakże one ranią
To spalą, to zniszczą, tamte się sprzedają
Odchodzą, przychodzą, by zniszczyć, by skruszyć
Chcą krwi, chcą bólu, chcą śmierci, cierpienia
Stąd nie ma ucieczki, chyba, że ta wieczna
I wiecznie raniąca, bezbożna, bezsprzeczna.

środa, 13 grudnia 2006

dzisiaj jest 25. rocznica stanu wojennego, więc postanowiłem napisać coś na temat tamtejszego ustroju, tamtejszych czasów. zaczynając od słów zapisanych przez Orwella w "Folwarku zwierzęcym", które zostały przeze mnie nieco przerobione zgodnie z treścią utworu, można by rzec :)


Wszystkie świnie są równe
ale niektóre równiejsze
Wszystkie świnie są dumne
ale niektóre ważniejsze
Wszystkie mają taką samą godność
ale niektóre inną
Wszystkie mają taką samą wolność
ale niektóre naiwną
Wszystkie wykonują ciężką pracę
ale niektóre krócej trochę
Wszystkim to samo serce w piersi kołacze
ale niektórym mocniej
Wszystkie mają taki sam żołądek
ale pojemniejszy równiejsze
Wszystkie obowiązuje ten sam porządek
ale te równiejsze są porządniejsze
Dlatego wszyscy są szczęśliwi
bo tak samo równi
Dlatego wszyscy urodziwi
że z tej samej krwi


ten wiersz też dotyczy uprzedniego ustroju politycznego tego kraju, czego zresztą łatwo się domyślić. ten utwór, w odróżnieniu do poprzedniego, nie przechodził zbyt wielu zmian, co może nie być jego zaletą :)


Gdybym mógł cofnąć czas
czy zrobiłbym to?
Gdybym mógł odrzucić zło
czy zrobiłbym to?
Gdybym nie chciał nic podpisać
czy zrobiłbym to?
Gdybym nie chciał podsłuchiwać
czy zrobiłbym to?
Gdybym nie chciał kary przyjąć
czy uniknąłbym jej?
Gdybym mógł odpowiedzialności nie brać
czy odrzuciłbym ją?
Gdybym nie chciał nań donosić
czy zrobiłbym to?
Gdybym mógł o dobro prosić
czy prosiłbym o to?
Gdybym życia mógł nie stracić
czy traciłbym je?
Gdybym krwią się nie bogacił
czy zmazałbym grzech?


co do ostatniego wersu muszę się wytłumaczyć - sam jestem ateistą, jednak z tego powodu, że komunizm pozwoliła nam, Polakom, w gruncie rzeczy przetrwać wiara w Boga, opór Kościoła katolickiego w stosunku do władz socjalistycznych oraz schronienie dawane w kościołach, musiałem się do tego odnieść :)
enjoy :P

wtorek, 12 grudnia 2006

Wyruszają,
w grupie, lecz samotni.
Wyruszają w drogę
równym krokiem, równym tupem
noga goni nogę.
Całe życie tylko po to
by dom swój opuścić
Całe życie zmarnowane
by w świat się zapuścić
Choć ramię ciąży
a pasek wpija się w skórę
po co to nikt z nich drąży
ważny jedynie "Mazurek".
Maszerują zgodnie
ramię przy ramieniu
stopy stawiając podobnie
by na końcu spocząć w cieniu.
Cieniu lipy czy kasztana
W ogrodzie wiecznym, pięknym wiecznie
bo za plecami została brama.
Wydarzyło się to, co konieczne
Kiedy dom opuszczali
podświadomie jak się to skończy wiedzieli
i chociaż się nie przyznawali
strach czuli przed końcem tego, co zaczęli
I wyruszyli tego pięknego popołudnia
bez wiary i nadziei w to, że wrócić się uda.
Opuścili swe żony, matki i kochanki
by z wielkim niepokojem witać kolejne poranki.
A ramię ciąży
I nogi obute
gdzie każdy z nich podąży
czy przeżyje nie wiedząc
aby uciec od tego wszystkiego.

poniedziałek, 11 grudnia 2006

Nawet najpiękniejsza ułuda
jest zdradziecka
i ciągnie ku przepaści
Nawet najsłodsze kłamstwo
nie da Tobie szczęścia
i spali w niebieskich płomieniach.
Nie ufaj kłamcom
bo choć w świata podziemiach jesteś
spadniesz niżej jeszcze
I sam, tak ciemny, będziesz zbłąkanych zwodził
I sam, tak marnotrawny, jeszcze raz byś się narodził
lecz w ciemnościach, sam koloru jak one, trwać będziesz
I oczy, jak węgiel, przecierać będziesz
I powietrze z sadzy wrogiem Twym będzie.
Gdy wspomnienia Cię bolą
gdy marzenia ranią
a słowa innych istną torturą
Gdy nie masz przyjaciół
zniknęli życzliwi
a ludzie naokoło nie zauważają
nie masz ucieczki
nie ma innej drogi
prócz tej, którą obrałeś
głowę obróć i zobacz
blask ognia pożaru
który zostawiłeś, niszcząc swe życie
jak szarańcza
bez nadziei,
bez wiary,
bez powodu
Wstań, ruszaj do przodu!
bo nie ma odwrotu
Nadzieja daje skrzydła
symbol wolności.
Wolność przynosi piękno
cel ludzkości.
Piękno zadowolenie
niezbędne do życia.
Zadowolenie ze szczęściem
w parze kroczy równo
i uśmiech na twarzach gości
opisywanych
i cel mają jeden
uszczęśliwiać upodobanych.
Cios, zadany w ścianę
struktury nie ruszył, tylko hukiem się odbił.
Lecz na tym nie koniec, ciosy kolejne zadane
i tynk, cienką stróżką sypie się
na ziemię z pajęczyn na gładzi ściany powstałej.
Mur powoli nie wytrzymuje, coraz słabszy rzuca cień.
Gdyby ręka nie należała do osoby wytrwałej
może uderzenia zależałyby, zanikły
i czas na odbudowę znalazłby właściciel.
Ale łatwiej pozwolić wyniszczyć, od bólu uciec.
Na uśmiech pozwala sobie ów dręczyciel
kilka pieczenie na jednym ogniu zdołał upiec,
bo ściana nietrwała była, łatwa do zniszczenia.
Twórcom nie zależało, nie dostrzegali jej znaczenia.
I uciekli, zostawiając ją, poddając w wątpliwość jej istnienie,
stwierdzając, że była jedynie ułudą, hologramem, który nie wytrzymał.
Bo prawdziwy mur ma dużą żywotność, nie zniszczy go nic
choć może doznać na zdrowiu lekkiego uszczerbku -
tu odpadnie tynk, tu gołe cegły widać.
Uciekli więc, zostawiając ją
każdy w stronę inną, każdy w stronę swą.
A uśmiech szyderczy się stał
a uśmiech drwiący
i zęby błyskają złowrogo.


Wiersz ten dedykuję Paulinie, myślę, że domyśli się dlaczego.

sobota, 9 grudnia 2006

Bezimienny grób

Bezimienny grób
samotny w lesie
bezimienny i samotny
stracony i odzyskany
Bezimienny grób
jak długo jeszcze?
ile zagubionych kul przeleci nam nad głowami?



Zależy


Ode mnie zależy
czy dobrze mi leży
ode mnie zależy czy zwierzy
Ode mnie zależy
czy rzucę się z wieży
ode mnie zależy czy wierzy
Czy leży czy idzie
czy pełza czy biegnie
czy sterczy
czy rzuca
czy straszy
Czy zmniejszy czy zwiększy
czy zgorszy czy nie
choć czasem wydaje mi się, że to jest nieważne
więc po prostu dajcie mi w obłokach zanurzyć się


i kolejny krótki wiersz (tym razem bez nazwy, as usually) :P


Oddam wszystko tylko niech się stanie
obietnica złożona, słowa bezwstydnie wypowiedziane
Oddam wszystko tylko niech to dostanę
głoski razem w słowa zebrane
ciosy zadane
Bez zastanowienia wszystko zostało oddane, stracone
i niezależnie w którą spojrzysz stronę
wszystko przegrałeś, długi zapłacone

piątek, 8 grudnia 2006

Pustka
Pustka wszędzie
wokoło.
Pustka
Nic tu nie ma
ani nikogo.
Pustka
Choćbyś wyrwać stąd się chciał
pozostanie pustka
pozostanie pustka
a Ty wraz z nią
jesteś sam.
Pustka
Twój głos odbija się echem od ścian
Pustka
Krzyczeć nie ma po co
bo nie słyszy Cię nikt.
Pustka
Choćbyś płuca wypluwał
jest tylko Pustka
jesteś sam.
Nigdy nie zmieni się nic
choćbyś sobie wypruwał żyły
będzie Pustka
w miejscu, w którym kiedyś...
Pustka
tu i teraz
nie ma nic więcej
pozostała Pustka
i nigdy już nie będzie dobrze
jesteś sam...
Pustka
Otwierasz oczy
spójrz jak tu pięknie
kolorowo.
Wszystko jasne
wiesz co się dzieje
sytuacja pod kontrolą.
Znasz wszystkich ludzi wokół
wiesz czym się zajmują.
Znasz ich ciemne interesy
i czyny chwalebne.
Wszystko w Twym małym palcu siedzi
i czujesz to
tak jakby przez skórę
komu zaufać
komu ręki nie podać.
Chociaż ludzie czasem na Ciebie
patrzą wzrokiem dziwnym
stukają w czoło
kreślą na nim kółka.
Ale Ty wiesz lepiej
masz własne zdanie
oparte na faktach
w gazetach publikowanych.
Po protu światopogląd Twój wykreowany
choć ludzie tacy dziwni
nie zgadzają się
protestują
Ty wiesz lepiej
więc drąż, idź do przodu
i niszcz innych ludzi nadal
tych wszystkich złych
jak Ci papier podpowiada.
natchnieniem do napisania tego wiersza były ostatnie wydarzenia w naszej polskiej (niestety) polityce, a konkretnie o "aferę rozporkową" xD


Powoli rozbiera się
ściąga swą bluzkę.
Wie, że musi ciułać każdą złotówkę
nawet z tym dupkiem.
Wie, że nie ma nic do zaoferowania
oprócz swego ciała
musi w ich obrzydliwych oczach pozostać mała
sprawiać wrażenie jakby tego chciała
dla życia nawet swe młode ciało sprzedała.
Chociaż wie, że to źle
wie, że nigdy nie podniesie się
prosto, na równych nogach nie stanie.
Cóż... pomimo to powolnymi ruchami ściąga ubranie.
Strachu już nie czuje, choć coraz częściej w ciemnej bramie
stoi
i czeka
bo życie nie rozpieszcza
to się nie wydaje
a żyć trzeba.
Dlatego tu jest
dlatego czuje wstyd
bo światem rządzi pieniądz
seks
i narkotyk.
Stanik spada na podłogę
kobieta powoli przesuwa nogę
stawia kroki niepewne
bo to jest prawdziwe życie, choćby się nie wiem jak bardzo wczuwała w śpiącą królewnę.

środa, 6 grudnia 2006

Zbyt dużo słów
na wiatr
rzuconych.
Zbyt wiele obietnic
do dotrzymania
niemożliwych.
Gdy mówisz za dużo
gdy kłapiesz tą paszczą
wielu w co mówisz wierzy
a Ty nie zyskujesz
nic.
Za dużo
niedotrzymanych obietnic
Za dużo
słów pustych.
Puste słowa
jak Ty
Puste słowa
jak my.
Rozbieżności
między słowami
a czynami
zbyt wiele
a przecież prawda
na jaw
wyjdzie zawsze
bo prawdy
nigdy
nie oszukasz.
Gdy prawisz kłamliwe
komplementy
opamiętaj się!
Gdy ubarwiasz
opowieść
opamiętaj się!
By ran nie zadawać
by sumienie mieć czyste
opamiętaj się!
Zapachniało lasem
świeżość
Zapachniało latem
ciepło
I ognisko
tańczące płomienie
Zapachniało życiem
choć cisza dokoła
ni żywej duszy.
Piękno chwili i piękno wspomnień -
wszystko w jedno zlewa się
I niknie
tak samo jak las
w ciemnościach
za zamkniętymi
powiekami.
Zerwij kajdany
które ręce Ci spętały
Zerwij kajdany
które uwięziły Cię
dawno temu.
Zniewolony od poczęcia
przez dzieciństwo w kajdanach
które trwają aż do śmierci Twej
z najlepszej jakości żelaza.
Zerwij je
i odleć
by szczęście poczuć
i wiatr wiejący w skrzydła
wdaj się w przodków
odleć
na złotych skrzydłach
wolności.
Przyjdzie kiedyś czas
kiedy uśmiech na twarze nam wróci
I będzie, jak kiedyś
Czas kiedyś przyjdzie
gdy wszyscy szczerzy będą
jak kiedyś.
I nadzieja nie opuści nas
nigdy więcej
jak kiedyś.
Tak, przyjdzie ten czas, kiedyś,
a wtedy twarz do słońca podniesiesz
i życie w ciało Ci wróci
jak kiedyś...

poniedziałek, 4 grudnia 2006

Gdy lecisz w dół
to boli
bo wiesz, że byłeś
w niebie.
Choćby Ci ktoś wmawiał
że w glebę
wrośnięty jest człowiek
Ty nie wierz.
Choćby Ci mówili
że wznosić się
nie dane Ci jest
Ty to odrzuć.
Choćby Ci chcieli płacić
za milczenie
krzycz jak najgłośniej.
Nie poddawaj się
bo to życia nie zmieni
na lepsze.
Nie cofaj się
gdy zaprowadziłeś zmiany
bo zło nigdy nie jest konieczne.
Idź do przodu
niezależnie od kierunku wiatru.
Myśl o sobie
bo o Tobie inni nie myślą.
Żyjesz sam
w dżungli
tu nie ma przyjaciół
dlatego jeśli ktoś podaje Ci dłoń
jeszcze zacieklej atakuj.

niedziela, 3 grudnia 2006

teraz coś optymistycznego :)

Gdy wstać nie możesz
Ona jest przy Tobie
Gdy pomocy potrzebujesz
Ona jest przy Tobie
Gdy o krok od śmierci jesteś
Ona jest przy Tobie
Gdy w śmiertelnym bólu trwasz
nie opuszcza Cię.
Nie odejdzie
bo odejść nie może
Nie zrani
bo ranić nie umie
Nie zniszczy
bo tylko budować potrafi
Nie spali
bo zrasza jedynie
póki jej pragniesz
póki przy niej trwasz
Ona jest z Tobą
i nie opuści Cię
z własnej woli
I pomoże
w potrzebie
Nie odrzucaj jej
bo często
jedynym, co masz
jest.



z powodu (nie)licznych protestów wynikających z opacznego zrozumienia wiersza umieszczam tutaj takową informację: ten wiersz nie jest kolejnym wierszem o miłości! jest on o nadziei :)

sobota, 2 grudnia 2006

gniew
bunt
młody chłopak
pośrodku
gniew
święty gniew
żeby zaimponować
ściana
czarna ściana
gniew
straszliwy gniew
nienawiść
zazdrość
żeby zniszczyć
miłość?
nienawiść!
młody chłopak
szczerość?
kłamstwo!
szczęście?
smutek!
troska?
nigdy!
czarna ściana
na wprost
oczu
ogień
czarna ściana
ból
gniew
nienawiść
młody chłopak
dziecko
krew
ogień
krzyk
ból
czarna ściana
i nic
więcej.
osiedle
całe szare
szarzy ludzie
szare ulice
szare domy
szare życie.
szarość:
wszechwładna,
wszechrządna,
brudna.
głęboka...
głęboka
tak bardzo
że pociąga za sobą
wszystko.
wszystko w niej
tonie
nie ma uciekinierów.
szarość
szarość i czerń.
gdy nadchodzi zmrok
szarość oraz czerń
pochłania wszystko
tu,
gdzie ludzie
głowy nisko
trzymają
niewidoczne
w cieniu.
gdzie szczęście nie
istnieje.
tylko brud
szarość
czerń
brutalność
prawdziwe życie.
strach
czerń
brud
osiedle
ludzie
życie?

piątek, 1 grudnia 2006

I wszystkie te słowa
były
kłamstwem.
"kocham"
moje
"kocham"
Twoje.
żadne z tych słów
nie było
prawdą
"kocham"
moje
"kocham"
Twoje.
I wszystkie te słowa
wraz z
uczuciami
odeszły razem z Tobą.
to były, w odróżnieniu od kilku wcześniejszych wierszy zawartych na tym blogu, bardziej rozważania na temat mojego życia, niż "bezwiedna" twórczość.
enjoy :)


Po cóż wynurzyłem się
z głębi mego egoistycznego
życia?
Po cóż pozwoliłem na to
by zaczęło mi zależeć
na innych
ludziach?
Czy wyciągnąłem z tego
profity jakoweś?
Czy otrzymałem szczęście?
Nie.
Czy warto było
dla kilku krótkich szczęścia
minut
przeżyć
godziny długie
pełne bólu?
Czy warto było zamienić
szczęśliwego egoistę
na
nieszczęśliwego człowieka?
normalnego człowieka?
Czy warto było pokochać
i być szczęśliwym
na moment
a następnie
stracić
i w bólu się pogrążyć?
wydaje mi się, że do tych paru linijek także bardziej pasowałoby tło złożone z kilku instrumentów muzycznych, niżeli jedynie recytacja. ale cóż ja mogę? nie jestem muzykiem :)

Trudno mi dalej znosić
to uczucie
trwać w tym stanie
pogodzić się
że odeszłaś
i nie wrócisz
nigdy więcej.
Nie mogę znieść
tego uczucia przypominającego
jak wiele straciłem
jak wiele zburzyłem
jak źle mi jest.
Bez chwili wytchnienia,
bez chwili natchnienia
wyruszam
w świat
uciekam
stąd
od bólu
samotności
wgłąb
to jest bardziej tekst do piosenki, niż wiersz sam w sobie - posiada refren oraz fragmenty typowe dla "poezji śpiewanej".


jak nisko upadłem
/słychać dźwięk dzwonów/
jak bardzo się stoczyłem
/chór kościelny śpiewa/
jak bardzo to boli
/wiatr unosi papieru kartkę/
i nie mogę nic z tym robić
/rozdzierający krzyk rozpaczy!/

dlaczego?! dlaczego?!
nie mogło pozostać tak jak było?
dlaczego?! dlaczego?!
tak szybko wszystko się skończyło?

teraz nikt nie patrzy na mnie
/traktowany jak powietrze/
odchodzę w zapomnienie
/odlatuję wraz z liśćmi/
nie chcę czuć tego bólu
/niech odejdzie w zapomnienie/
chcę uciec!
/lecz siły nie mam wcale/

dlaczego?! dlaczego?!
nigdy nie będzie jak było?
dlaczego?! dlaczego?!
tak szybko wszystko się skończyło?

całkiem sam
i wypadam z ram
całkiem sam
i gdzie uciec mam?
całkiem sam
całkiem sam
teraz parę krótkich tworów mych:

odtrącenie
przychodzi
niespodziewanie.
nienawiść
przychodzi
nagle.
śmierć
spada
jak kurtyna
żelazna.
miłość
odchodzi
w zapomnienie.


Jeśli odejdziesz
gdzie pójdę ja?
Jeśli odchodzisz
gdzie mam pójść ja?
Jeśli odeszłaś
gdzie iść mam ja?


odeszłaś
czy wrócisz
marzenia przynoszą wiarę
nadzieję
która płonie
odeszłaś
czy wrócisz
to za bardzo boli

ten za to jest prawdziwym wierszem "pierworodnym". napisany pod wpływem chwili, bez żadnych poprawek.
zapraszam i pozdrawiam:

miłość
dawne marzenie
miłość
zaśniedziałe wspomnienie
jak łatwo powiedzieć
"kocham"
jak łatwo dodać
"nie"
jak łatwo odtrącić
jak łatwo wymazać
z pamięci
o miłości!
o natchnieniu poetów
śmierci ludzi zrozpaczonych
omijaj szerokim łukiem
mnie
bo ranisz
zbyt mocno
ehem... pomimo to, że jest to pewnego typu debiut mój - pierwszy wiersz na blogu, to jednak nie jest on "pierworodny". wręcz przeciwnie, jest to mój najstarszy twór i wg mnie jeden z lepszych.

Zawsze szanuj
starszych.
Nie sikaj
pod wiatr.
W urzędach
bądź spokojny -
to nie Ty
jesteś szefem.
Potulny bądź
gdy stoisz
w kolejce.
Cichy
gdy płacisz
za cudze oszustwa.
Nie miej pretensji
gdy wydajesz
ostatnie pieniądze
byś był "na czasie".
Nie wybijaj się z tłumu.
Żyj w cieniu.
innych
Nie jesteś lepszy
od reszty.
Kryj się w ciemnościach

A ja wychodzę
Rad starszych
nie słuchając
zostawiając je
gdzieś w tyle
w tle.

Kłocę się w urzędzie
Sprzedawcy naubliżam.
Babci ukradnę windę
tuż sprzed nosa.
Nie jestem na topie.
Idę pod wiatr.

Szczęścia nie osiągnę
nigdy.
Ale
nie jestem
szarym obywatelem.

Chyba...

wierszopisarz

był sobie kiedyś mały dzieciaczek, który zapragnął czegoś więcej od życia. niestety to dostał, a następnie, normalna kolej rzeczy, utracił.
utracił szybko, zbyt szybko, i definitywnie.
wtedy zaczął pisać "wierszydła". na początku tylko dla siebie, żeby ukoić ból, następnie dał je do przeczytania przyjaciołom, którzy zaaprobowali jego twórczość.
wtedy ten dzieciaczek postanowił podzielić się nią z innymi.
i tak powstał ten blog.