ostatnio przeczytałem książkę pt. Proces, napisaną przez Franza Kafkę. przeczytałem ze wzlędu na piosenkę Pidżamy Porno z ostatniego albumu tego, w sumie świętej pamięci, zespołu "Bułgarskie Centrum", pod tajeminczym tytułem "Józef K.".
Tekst przypadł mi do gustu, chciałem jednakże wiedzieć, o co tak naprawdę chodzi, no i dowiedziałem się...
Teraz jestem zupełnie zrezygnowany, Kafka, który był "piewcą i wielbicielem porządku boskiego, piewcą dziwnego zaiste gatunku. Najzjadliwszy oszczerca i satyryk nie mógłby tego świata odmalować w tak karykaturalnej deformacji, w kształtach tak pozornie kompromitujących i absurdalnych. Wzniosłość porządku boskiego nie może być, według Kafki, oddana inaczej, jak siłą ludzkiej negacji".
"no to se zanegował"... że tak powiem.
Józef K. staje się ofiarą systemu, który oskarża go o nie wiadomo konkretnie co. ma on proces, który jest podobno poważny, jednakże ten urzędnik bankowy, który mógł zagrozić, może jeszcze nie samemu dyrektorowi, ale zastępcy dyrektora, nie wie tak naprawdę, o co jest sądzony.
tego nie wie nikt.
powoli, z szanowanego urzędnika, stacza się, nie potrafi sobie poradzić w pracy, zamyśla się, nie jest już tak wydajnym pracownikiem. po roku procesu jest już wykończony.
skazany został przez system, który obronę oskarżonego jedynie "tolerował" (nie tak, jak w naszym wspaniałym, praworządnym państwie, gdzie "oskarżony ma prawo do obrony") oraz który zadecydował, że rozprawy są tajne (dla niewtajemniczonych powiem, że w Polsce, jak i w innych krajach cywilizowanych, procesy wszystkie są jawne, oprócz tych, w których chodzi o interes/dobro państwa).
Józef K. zginął w, mam nadzieję, księżycową noc. Gdy jeden oprawca go przytrzymywał, drugi "wepchnął mu nóż w serce i dwa razy nim obrócił".
ostatnimi słowami Józefa K. było "Jak pies!".
zginął za bezdurność, nie zrobił w życiu nic złego, może oprócz paru romansów, a miał bardzo duże widoki na świetlaną przyszłość, już w wieku 30 lat.
jednakże w 31. urodziny zginął, zginął z woli ludzi, których nigdy tak naprawdę nie poznał, których nikt z czytelników nie pozna...
tekst piosenki "Józef K." Pidżamy Porno
Ludzie z pierwszych stron gazet
Obce twarze wirują przed tobą
Nikt się na nich nie patrzy
I oni nie widzą nikogo
Kurwy i faszyści są w niebie
Wszelkie zło się przez zło zbawiło
Pozostałych osądził sąd
którego naprawdę nie było
Sto noży wbili mu w plecy
On podał ręce mordercy
Czymś musiał narazić się innym
Czy tylko tym, że był niewinny
Ludzie z pierwszych stron gazet
Pozostałych już osądzili
Chce oczy zamknąć i kraść
Grabić, grabić, grabić
to co nam zagrabili
Kim jest Józef K.?
Józef K. prawdziwy?
Oto Józef K.
Józef K. nieżywy
(refren by Czoper)
Nie wydłubiesz im oczu
Nie wybijesz im zębów
Co ci tylko zostało - twój strach.
K. nie zostało nic oprócz strachu, strachu przed ludźmi, których nie mógł w życiu dosięgnąć, nie mógł im "wydłubać oczu" czy "wybić zęby".
zaraz po tej książcę wziąłem się za najnowszy twór Josteina Gaardera "Szach mat". jest to "przekrój jego twórczości. Przy dokonywaniu wyboru dominowało jedno kryterium. Wszystkie teksty zamieszczone w zbiorze musiałby byś samodzielnymi tekstami".
no i są.
i znowu filozof zadaje więcej pytań, niż odpowiedzi: reotoryczne, pytania, na które odpowiedzi nie daje, czy pytania, na które odpowiedzi nie zna...
ciekawe skąd ta rezygnacja po przeczytaniu obu książek? ...
:|